Na środku zadupia staw. Obok stawu samochód. W środku ja – jako jedyna trzeźwa osoba, mój pijany mąż, pijany tatko i pijany teściu :) Prowadzę, nagle biegnie kot polną dróżką, po któej się toczymy.
Ja: Patrzecie jaki fajny kot!
Teściu: To nie kot, to królik.
Tatko: To nie królik, to lis.
Mąż: co Wy gadacie, to kot!!!!
Teściu: Jaki kot, to królik!!!!
Mąż: Ta, królik, któremu traktor uszy przejechał…
Ja: I w zamian dobrzy ludzie ogonek mu doczepili
:)
Fajnie było :)

A dzisiaj rano otwieram oczy i widzę przed sobą bukiet czerownych róż. Moje święto :)