Nie lubie tego bloga. Kojarzy mi sie z moim najgorszym okresem w zyciu. Czasami sie zastanawiam czy nie wykasowac notek z tego okresu. Nie wiem…
Generalnie czuje, ze staje na nogi.
Mam prace, ktora uwielbiam. W ktorej sie spelniam, w ktorej jestem doceniana i w ktorej o mnie dbaja.
Mam meza, z ktorym czasami sie kloce, ale mimo wszystkich nieporozumien, niedomowien uwielbiam. Tydzien temu mialam taki  zabieg pod narkoza i od tamtej pory wiem, ze zawsze moge na niego liczyc i ze mnie kocha, ze sie o mnie martwi. Na codzien moze tego nie okazuje, ale w takich sytuacjach spisuje sie na medal. Chcialabym bardziej doceniac to co mam. Naprawde.
Mam cudownych rodzicow, ktorzy chca nam baaaaaaaaardzo pomoc finansowo w kupnie mieszkania.
Mam kochanych tesciow, dlatego nigdy nie zrozumiem skad sie biora konflikty na linii synowa-tesciowa.
Jestem wdzieczna za to wszystko.
Dziecko? Nie powiem, mysle czasami o dziecku… Ta cala moja sytuacja zniechecila mnie do posiadania potomstwa. Wiem, ze gdzies tam w srodku chce miec dzieci i to bardzo.. Moze wmowilam sobie, ze tak mi dobrze bez dzieci zeby pozniej sie nie rozczarowac w razie niepowodzen w klinice. Czuje troche taka presje z zewnatrz. Wszyscy sie pytaja mnie o plany macierzynskie. zle sie z tym czuje, wkur******** mnie te pytania. Czy mam postepowac tak, jak spoleczenstwo ode mnie oczekuje? Dlaczego obranie troche innej sciezki spotyka sie z dziwnymi spojrzeniami i krytyka?